JOANNIE I MAŁGOSI z szacunkiem i wielką przyjaźnią.
OCEAN
Małgosi

8 grudnia 2005
WYRZUCENI Z NIEBA

ZBYT NIEWINNA
Ubrałaś SŁOWO
w białą pustkę
Z długim trenem,
lekko podtrzymywanym
MYŚLĄ unoszącą WYOBRAŹNIE
zbyt NIEWINNĄ
By pozwolić jej
chodzić NAGO?
FATAMORGANA
Między niebem
a ziemią
nic nie ma?
Oczy otwórz!
Szerzej niż zwykle!…
I przyjrzyj się…
I zamknij…
I znowu otwórz…
I popatrz…
I co?!
Nic nie ma?…
Ech…
To FATAMORGANA!
BO NAJTRUDNIEJ ODERWAĆ SIĘ OD ZIEMI…
Tutaj, w górze,
lecę lekko wprost przed siebie…
Tylko czasem – kiedy spotkam
wirującą w wietrze
myśl nie swoją – przystaje.
By po chwili ulecieć podmuchem.
KAMIEŃ: IŚĆ MUSZĘ
Gdy ptak piękny
Granice nieba przekracza
Łzy upuszczam
Na rozgrzany słońcem kamień
By choć on – obarczony tym ciężarem,
Został, nie odleciał…
Lecz ja iść muszę…
KAMIEŃ: MILCZYSZ…
Niech tak będzie,
bo słowo każde
Brylantu błyski
świetlistością tęczy gasi.
Cóż jest wart
perlony wilgocią;
kto rozróżni
co łzą jest,
co kamieniem?
Niech więc wzleci…
Ślad zostanie.
Bez ciężaru,
Bez pokusy.
KAMIEŃ: CZY CHOĆ BŁYSK ZOSTANIE?
Miejsce w którym
tak niedawno
Iskrzył chłodnym blaskiem
słonecznego waru
Nie z winy przechodnia
butem rozdeptane…
I ślad wszelki zaginie…
Czy choć błysk zostanie?…

KAMIEŃ: NOC
Dzień od gwaru ślepy…
Tylko noc przyciąga błyski
Z miejsca, w którym pusto,
Gdzie nic nie ma…
Czy to widzisz?
Coś zostało?…
Czy to cudy?
Nocne mary?
Czy to pustka wypełniana…
PYTANIE W PUSTKĘ
Joannie
Deszcz rozmywa słone ślady
I bez zwłoki ciężar cały
Ulatuje w chmury nieba.
Te zaś płynąc
po błękicie
kiedyś wrócą…
Kroplą lżejszą
Niż zgubione
piórko ptaka…
Wtedy naga stań na łące
Mokrym puchem otulona…
Czujesz drżenie?
To najczulsze
moje słowa
Lekko pieszczą
Twoje ciało…
Rozchyl wargi…
Pij do woli…
Zatańcz…
Do mnie przytulona…

To pytanie w pustkę rzucę…
Wtedy Ona,
wypełniona do krawędzi
Słowem,
myślą i marzeniem
Pełnią staje się – SPOWIEDZIĄ!
By uwolnić grzechy moje…
TAŃCZ PO PROSTU

Siądź na skraju,
gdzieś pod drzewem
I spójrz w niebo.
Tam wysoko, w chmurze jakiejś…
Tam zobaczysz swe marzenia…
Patrz uważnie,
Jak przechodzą
Jedno w drugie…
Jak splatają Twoje losy.
Jak się gubią i znajdują…
Jak się rodzą…
Umierają…
Spójrz, jak lekko przepływają,
Jak wspomnienia
Co wracają,
Co łzy w oczy nakładają
Może wtedy…
…Może wtedy,
Gdy muzyka wewnątrz zagra,
Gdy pokonasz wszystkie lęki,
Zrzucisz z siebie balast zbędny…
I zatańczysz…
Nago, wiatrem ośmielona
Słońcu wtedy poślubiona
Kręć i wiruj…
Piruety czyń wspaniałe…
Nie rozglądaj się na boki,
Nie patrz wstecz,
Nie patrz do przodu…
TAŃCZ, po prostu…

Muskaj kwiaty końcem palca
Delikatnie pogłaszcz chrząszcza
Na promieniu stań…
…i uleć!
Bo nie znajdziesz
lepszej chwili…
ODLOT
Zbyt przejęty sprawą cudzą
Skrzydłem ruszyć zapomniałem…
Spadam…
Cóż za frajda!…
Lecieć przed się
Gdzieś w odmęty…
Kołysany ciepłym wiatrem,
odlatuje uśmiechnięty!
Ece Homo…
Pieśń skończona.